niedziela, 31 maja 2015

Przytul, porozmawiaj, pocałuj




          Jest źle, bardzo źle. Ona wyje (już nie tylko płacze, wyje), on niemal się zanosi. Oboje nie mogą poczekać. Oboje nie chcę poczekać. Oboje, o Boże, nie potrafią i nie wiedzą, że mogą poczekać.


          Czuję, że się gotuję. Czuję, że zaraz wybuchnę. Wiem to na pewno. Wznoszę wzrok do Nieba z prośbą o kilogram, ba! nawet o jeden gramik maluki cierpliwości. Niechże odetchnę.






           Oddycham.
- Polu, nie płacz. - Biorę ją na ręce.
- Łaaaaa! - odpowiada mi krzyk.
- Anteczku, usiądź, mama nie może teraz Cię podnieść. Może poczytasz książeczkę, ja zaraz przyjdę? - niby sugeruję rozwiązanie, coś tłumaczę.
- Mama, nieeeeee! - Wyciąga do mnie łapki, jest cały zalany łzami, buzię ma mokrą, a nawet koszulkę.
          Szlag trafił moją próbę uspokojenia się.


        W złości biorę chustę. W duszy grają mi już tylko brzydkie słowa, a twarzy z pewnością daleko od miłego wyglądu. Jestem zła i wściekła na cały świat. Jestem głodna, potykam się o zabawki, jestem w centrum krzyku, oni oboje naraz czegoś chcą i w nosie mają moje potrzeby. Złość eskaluje. Wyszła ze mnie zła Maryśka. Ignoruje w momencie wszystkie moje zasady. Wszystkie moje założenia. Moją wizję i moje starania. Daję sobie ostatnią szansę zanim ja zacznę się drzeć (sic!). "Chusta - myślę - mnie uratuje".

         Kładę Polkę na szmatce, robię tobołek. Wyłączyłam się, udaję, że nie słyszę płaczu córki i rozpaczliwego łkania syna. Wrzucam dziecko na plecy. Dociągam pasma. Krew mnie zalewa, Antek stoi na połach. Nie słyszy/nie rozumie/w tym momencie nie dociera do niego moje:
- Zejdź, zejdź, proszę!


       Złamałam się. Czuję, że krew we mnie wrze. Jestem zła i wściekła. Nie widzę rozwiązania. Nie powinno mnie tu być. Przeklinam (całkiem na głos, nie pod nosem). Chcę zostawić młodsze dziecko w łazience na przewijaku, zamknąć się w toalecie przed starszym i przeczekać. Poczekać aż się wyryczą i wydrą za wszystkie czasy, niech tylko już ktoś zauważy, że ja potrzebuję tu i teraz natychmiast rozładować się. Nosz cholera jasna!


          Idę do łazienki, ściągam Polę z pleców, widzę, że Antoni już stoi przy mnie (przykleił się, czy co?). Zabezpieczam przewijak, żeby córka nie spadła i chcę wyjść.


         Antek. Syn mój dwuletni. Stoi i patrzy na mnie. Już nie wyje, nie drze się, nawet nie płacze. Nie chlipie nawet! Wyczuwam jakiś spokój w jego błękitnych oczkach. Czuję się jakby ktoś błysnął mi fleszem po oczach. Zeskanował mnie. Oślepił halogenami...
        Złapał mnie za dłonie, pociągnął w dół. Kucam przed nim zdziwiona, zażenowana i... ciekawa. Prosto w oczy moje patrzy i mówi najpoważniej jak potrafi:
- Mama nie grrrrr łaaa. - I przytula mnie mocno, najmocniej. Klepie po plecach (trochę zbyt energicznie, ale rozumiem przekaz i nie gniewam się - wszak to dwulatek przecież jest). Czuję jakby ktoś otworzył mi dekielek w głowie i pozwolił parze - złym emocjom ulotnić się. Nie pozostaje we mnie nic złego, złośliwego, niedobrego. Antuan odkleja się ode mnie, sam z siebie wyciera moje łzy i całuje mnie w usta. Uśmiechamy się oboje a ja wynoszę z tej jakże przykrej sytuacji piękną naukę i czuję, że to wydarzenie jest nagrodą. Realną korzyścią bycia blisko z moimi dziećmi.



         Okazało się, że potrzebowałam rozładować skumulowane emocje, a było już za późno, żebym zrobiła to sama.
         Okazało się, że to ja w tej sytuacji postępowałam źle, byłam najbardziej obrażona na świat i do mnie nic nie docierało.
         Okazało się, że byłam w błędzie sądząc, że "[moje dzieci] w nosie mają moje potrzeby".
         Okazało się, że mój ledwie-co-dwuletni chłopczyk dostał od nas, swoich rodziców, wystarczający przykład, żeby w odpowiedniej sytuacji zachować się właściwie - być blisko.
         Okazało się, że żelazna zasada naszego domu Przytul-Porozmawiaj-Pocałuj działa nie tylko w kierunku od rodzica do dziecka. Jest równie doskonała i skuteczna kiedy odwrócimy wektor!






         Ta sytuacja, choć opowiadanie o niej jest dla mnie nieco krępujące i wstydliwe, tak bardzo otworzyła mi oczy i... i uradowała serce, że postanowiłam się z nią podzielić. Ze łzami wzruszenia, kiedy moje Pocieszki poszły spać, zadzwoniłam najpierw do bardzo bliskiej mi koleżanki, potem do mamy. Potem komuś na Messengerze napisałam a dziś dzielę się z Wami.






           Pamiętajcie, że przykład zawsze idzie z góry. Zawsze dziecko postępuje tak jak go nauczą "między naukami" najbliżsi. Pamiętajcie, że nie ma nic prostszego niż PPP: wystarczy w potrzebie przytulić, pocałować i porozmawiać.



         Smutne dziecko? - Przytul
         Boli kolanko? - Pocałuj
         Czegoś absolutnie nie powinno dotykać/brać? - Porozmawiaj

         Totalna histeria, w nim się gotuje, w Tobie się gotuje? - w dowolnej kolejności Przytulcie się, Pocałujcie, Porozmawiajcie o tym!


         Zachęcam każdego rodzica (i nie tylko - w związkach też działa ^^) do wypróbowania. Na pewno pomoże Wam ogarnąć zbliżającą się burzę, pozwoli rozładować emocje, nazwać uczucia i być bliżej <3




          Dla mnie ten post jest formą takiej małej terapii. Coraz ciężej mi panować nad sobą, potrzebuję chyba małego (ha, dobre! dużego resetu). Kocham tego chłopczyka, który jest naszym zwierciadłem. Ciągle się uczymy, jesteśmy na dobrej drodze. Za każdym razem kiedy uda nam się opanować sytuację poprzez PPP, wiem, że jesteśmy najlepszymi rodzicami. Czuję się jak zwycięzca i mam ochotę toczyć się z Antkiem po kocu śmiejąc się z sytuacji. Love in the air!







Mało nas tu? Chodźcie na IG! :D

Instagram


21 komentarzy:

  1. naprawdę jestem Ci wdzięczna za ten post, zrobiło mi się lżej trochę. dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że post przydatny! Korzystaj z PPP za każdym razem, kiedy "koniec już bliski" ;)

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia! Bije z nich miłość. A PPP... No co tu dużo mówić- idealne wyjście z każdej kryzysowej sytuacji. Wspaniała z Was rodzinka! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo wzruszający post. Kajtek stanowczo walczy codziennie by nie robić nic po za placem zabaw, uparciuch z nie go charakterny jest. Ja jako samotna wychowująca ma chwilę obecną matka nie mogę synkowi wytłumaczyć że dziś czas na zakupy czy jazdę autobusem która stanowczo nam nie wychodzi gdy tylko widzi autobus woła siusiu gdy Kajtka nie odstawie posiusia się, jedzenie dla Kajetana może nie istnieć, wystarczy mu picie oraz mama :). Bardzo pomógł mi twój post wiele z niego wyciągnęłam konsekwencji z mojego reagowania na pewne sytuację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja znam Twoje zachowanie wobec rozgoryczonego i rozzłoszczonego Kajteczka - naprawdę mogłabym się od Ciebie uczyć!
      Miłość, miłość, miłość!

      Usuń
  4. Każdy rodzic się czasem "gotuje", a zasada PPP działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że nie ja jedyna ;)

      Usuń
  5. Mamuszko! Czytając słyszałam dokładnie jak intonujesz każdy wyraz, czułam się jakbyś była obok.. <3 Zachowanie Anteczka mnie zachwyciło, utkwiło mi w głowie.. To nie jest wstydliwa sytuacja, bardzo życiowa i prawdziwa, każdy rodzic ma czasem takie chwile, że już.. nie daje rady ;) Otrzymałaś fantastyczny feedback, to jest najpiękniejsza ocena Ciebie jako rodzica gdy dziecko i to jeszcze tak malutkie zachowa się jak Ąte. Mądry, kochany chłopczyk :* ściskam was mocno! PS. Od urodzenia jestem przylepą i zostało mi do dziś.. Przytul, pocałuj to u mnie potrzeby praktycznie fizjologiczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, miłości nam trzeba do rozwoju - ot co!
      Dziękuję za bardzo miłe słowa :***

      Usuń
  6. Wielkie gratulacje za osiagniecie takiego sukcesu :) u nas pasuje zasada Porozmawiaj (zrozumiesz) Przytul ale niestety Moj 20miesieczny urwis nie moze yy pojac tej nauki albo po prostu uparty charakterek po 2 buchliwych rodzicach wychodzi :]
    ciesze sie ze przynajmniej u Ciebie jakos sie udaje. Bedziesz potrzebowala to pomoge, wszyscy pomozemy bo jestes Dla Nas wzorem, inspiracja i sposobem na "lepsze jutro" :* i jest Nam smutno gdy nic nie piszesz ! ;)
    Ja tez wiele razy wylewalam zlosc na papier lecz ldo tej pory nie odwarzylam sie publikowac bo i tak nikt nie czyta :)

    Ucaluj swoje serduszka :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziękuję! Zasada, jeśli wprowadzona, zawsze działa :D

      Pisz, pisz - czytelnicy na pewno się pojawią :)

      Usuń
  7. Ha. Ja mam jedno dziecko i dochodzę do takiego momentu dość często. Nerwy mi puszczają, bo ogólnie żyję w dużym stresie, więc chcąc - nie chcąc dziecko me jest często świadkiem tego. Odkąd pamiętam, przychodzi do mnie przytulić, pogłaskać, pocieszyć i swoim dwulatkowym językiem chyba mi coś tłumaczy. Wie, kiedy nabroi i kiedy jestem zła na jego zachowanie, przychodzi wtedy ze specyficznym uśmiechem na twarzy mnie pocałować (w plecy, kolano, gdzie trafi :P). Natomiast kiedy on jest zły, niezadowolony i coś jest nie po jego myśli, nawet jeśli płacze i krzyczy, nie pozwoli się przytulić, złapać, ani wziąć na ręce, wszelkie próby kończą się pobiciem ^^'
    Ciężkie to macierzyństwo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy samym Antku tak nie miałam - miód, cud i malina. Teraz mam "prawdziwe rodzicielstwo", wcześniej było słodkie oszustwo hahaha :D

      A wiesz, Filipek to mi się wydaje do Ciebie podobny <3

      Usuń
  8. Wiesz... i u Nas funkcjonuje PPP :) najbardziej rozczuliło mnie ostatnio, jak Hania podeszła do swojej płaczącej kuzynki, przytuliła ją i dała buzi w czółko. Dosłownie byłam z siebie dumna :)
    Fakt, czasem jest ciężko, ale to w końcu my- dorośli, my rodzice powinniśmy umieć panować nad swoimi emocjami, mimo, że jest czasem cholernie ciężko. Zapraszam do siebie- nowa odsłona bloga cytryniaki.blogspot.com (kiedyś mama-ma-bloga.blogspot.com) Pozdrawiam, Milena :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Los matki bywa ciężki... z wieloma takimi sytuacjami się jeszcze zmierzymy. Mam jedno dziecko - jeszcze nie jestem w stanie Cię zrozumieć ale wiem ile pokładów cierpliwości te nasze dzieci z nas wydobywają:)

    Tak już jest.

    Pozdrawiam, MG

    OdpowiedzUsuń
  10. Różnego rodzaju sytuacje dnia codziennego, które nas Mamy frustrują Często rosną do rangi problemów stulecia. Mój dwuletni Filip też ostatnimi czasy miewa właśnie taki odruch, gdy widzi, że jest mi smutno to mnie przytula i daje buziaka, po czym mówi "Nianiu dał mamusi buziaczka" ;)
    Zapraszam: laydymami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Twój wpis przeczytałam w najbardziej własciwym momencie. Uratował mnie. Mam dwoje dzieci, prawie dokładnie w tym samym wieku, co Twoje Pocieszki :) I uczucie narastającej furii nie jest mi obce, niestety. Dziękuję, że piszesz - przekierowałaś mnie na właściwe tory! Czy można napisać do Ciebie prywatną wiadomość? Jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, jak mi miło! Korzystaj z moich stukanych słów ile potrzebujesz - to niewiarygodnie krzepiące, że jest ktoś w podobnej sytuacji, który czerpie stąd co dla niego najlepsze :) Niech się u Ciebie dzieje tylko dobrze! :*

      mamuszka@poczta.fm - dawaj priv :D

      Usuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad. Śmiało, komentuj!