czwartek, 4 sierpnia 2016

Kiedy WIRTUAL staje się REALEM




           W któryś z poprzednich weekendów miałam nieopisaną przyjemność spotkać się z dziewczynami, z którymi, rzekomo, miałam się znać tylko wirtualnie. Pisałam z resztą kiedyś o tym. Wiecie, tworzenie grupy na fejsie, nawet całkiem fajnej i otwartej nie musi do niczego zobowiązywać. A jednak nas zobowiązało. Zachęciło. Pyk i już. Masz ochotę poznać jedną, potem każdą kolejną osobę. 








          Łamanie bariery zaczęło się przy okazji Konferencji Bliskości, na którą pojechałam do Warszawy - umówiłam się na nocleg u jednej z "wioskowej" (tak potocznie nazywamy naszą grupę <3) koleżanek. Ja odpowiedzialna, przewidująca i nieufna. Haha, ładne rzeczy! Ale tak było. Lody pękły, było świetnie!


           A teraz poznałam cale mnóstwo dziewczyn, ich mężów i dzieci. Było gwarno, kolorowo, tłoczno, głośno i cudownie! Czadersko! Wioskowo i swobodnie. Bez barier. Dwa dni spędzone w Katowicach (jakie to miasto!!! Jestem zaskoczona!) i Chrzowie naładowały moje akumulatory. Parę spraw przy okazji przemyślałam i doszłam do kilku wniosków, w tym do jednego takiego, że to co robię jest fajne. Lubię siebie i cieszę się, że umiem to zaakceptować. Ależ wynurzenia! No ale, nie zawsze tak było, leczę kompleksy z dziecięcych lat ;)









Matka założycielka, adminka <3 Karolina <3







           Meniu mój (ale też każdy jeden z tych, których miałam okazję poznać!) był bardzo wyrozumiały wobec mnie i moich potrzeb. Skakałam to tu, to tam, tu pogadać,  tam odpowiedzieć, ja chcę wody, ciasto, buty mnie obtarły,  Kotku,  przebierz Polę, wieczorem wychodzę,  wrócę późno, nie karmię dziś. I on to zaakceptował,  pomógł mi,  przejął moją prawie połowę obowiązków nad dziećmi. Ale frajda! Ten weekend był mi potrzebny: osobiście, małżeńsko i grupowo.










          Tym bardziej to wszystko mnie cieszy,  bo wśród moich wieśniareczek nie dość,  że są moje prawdziwe,  realne przyjaciółki,  to reszta kobiet, całych rodzin nawet, myśli podobnie jak my. To są rodzice będący blisko swoich dzieci, ale jednocześnie szanujący swoje granice - a przynajmniej tego chcą dla siebie. Mamy z wioski wiedzą, że mogą rozmawiać o wszystkim między sobą,  nawet o dzieciach i nie będzie miało to matkopolkowego wydźwięku  (o rany, ja dosłownie jestem matkopolkowa^^ dzięki córko  <3)








          Katowice jako miejsce naszego spotkania pokazało się nam z całkiem miłej, zaskakującej dla mnie, strony. Przyzwoity rynek, pyszne lody w lodziarniach, atrapa Rawy , fontanny, Śniadanie na trawie z animacjami dla dzieci, foodtrucki z pysznym rzeczami. Atrakcją dla naszych dzieci był przejazd miejskim tramwajem. Podobalo mi się i jestem zadowolona.










          To był naprawdę dobry czas. Przed nami wyjazd wakacyjny, mam nadzieję, że równie udany <3


          Czy Wy znacie kogoś, kto kiedyś był dla Was tylko wirtualnym nickiem? Macie przyjaźnie, miłości z Internetu? Udało się Wam? :D

5 komentarzy:

  1. Gdy zobaczyłam Cię w internecie wiedziałam, że bardzo chcę Cię poznać osobiście :) Bardzo się cieszę że się udało (mało powiedziane :D)

    A męża to Ty chyba w totka wygrałaś, masz się z nim jak u Pana Boga za piecem :D udanego urlopu wam życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nasza historia jest wyjątkowa! A połączyły nas chusty!:D Gdyby nie internet - nie zagadalabyś! ♡

      Michała wygrałam i za skarby świata nie oddam ♡♡♡

      Usuń
  2. Super! fajowe spotkanie widać było ;) Gratuluję! Gdzie się wybieracie na wakacje? moje w tym roku dopiero za 1,5 miesiąca ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto pyta? :D

      Spotkanie zostało we mnie na najbliższe dni :D Pełno dobrych emocji! Wyruszamy niemal na koniec Polski, na warmińsko-mazurskie :D

      Usuń
  3. super, że udało Wam się spotkać. Zawsze to nowe doświadczenie

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad. Śmiało, komentuj!