wtorek, 17 czerwca 2014

13. tydzień




          Zważywszy na liczbę mówiącą o numerze kolejnego tygodnia, wierzę, że to będzie nasze najlepsze siedem dni. Taka zaczarowana tą trzynastką jestem.


          Dziwnie ta ciąża przebiega. O ile w pierwszej od samego początku skupiałam się na zmianach, które miały nas spotkać, rozmyślałam o Bobasie, o wszystkim co za sobą niesie przyjście na świat nowego człowieka - teraz myślę o tym co już mam. Męża, który jest tatą. Tatą doskonałym, żeby była ścisłość i jasność. Mam syna, który jest (będzie czy już jest?) starszym braciszkiem. Mam doświadczenie i wiele mniej strachu i obaw na temat tego co czeka mnie po porodzie oraz wyraźne poglądy, które ukształtowały mnie jako mamę i nasze wspólne rodzicielstwo.


           Tak mi dobrze być mamą. Widzę, że Anteczkowi dobrze jest być moim synem, a Michałowi mężem moim - jako matki jego dzieci. Żal mi tylko, że nie skupiam się na Truskaweczce tak jak na jego bracie, kiedy żył we mnie. Ale Michał mówi:
- Sprawiedliwie to nie znaczy zawsze po równo i zawsze tak samo.

           Mężu, mądry jesteś w tych słowach! Obyśmy zawsze pamiętali o tym na naszej rodzicielskiej ścieżce (i przy dzieleniu się pomarańczą <3).


           W tym tygodniu idę na poważniejsze badania do innego lekarza - przezierność karku, budowa nosa, przepływy i wszystko inne co ważne. Nie mogę się doczekać. Mam same dobre myśli i przeczucia co do zdrowia mojego maluszka brzuszkowego.





          Od kilku dni jestem wyczerpana. Wy-czer-pa-na. WYCZERPANA. Michał pozwala mi zasnąć na kilka chwil (lub kilkadziesiąt) i ja wtedy naprawdę odpoczywam - sama, pod kołdrą, bez książki, bez Internetu, bez ssaka mojego. Zasypiam na brzuchu (tak, jeszcze się da!) trzymając dłoń pod pępkiem. To są chwile Truskawkowe. Antuana też tak trzymałam.


           Właśnie teraz, kiedy piszę ten post, chłonę mój stan. Jestem w ciąży, spodziewam się drugiego dziecka. Nie mogę się go doczekać. Chcę porodu i pierwszych chwil kangurowania. Chcę tę małą mordkę i płaskie usteczka. Krzywe nóżki i zwinięte w piąstki małe paluszki. Chcę myśleć o tym bez przerwy...


          ... Antuan się obudził w pokoju obok. Uciekam do niego <3.






         

9 komentarzy:

  1. Wzruszyłam się Maryś!
    Chlipię teraz przed laptopem!
    Trzymamy kciuki za badania!

    A Michałowe słowa to strzał w dziesiątkę! Mądry ten Mąż Twój!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy to jest plac zabaw w Będzinie ? :)
    Pięknie wyglądasz z pomału widocznym brzuszkiem ciążowym.
    Chyba nie miałam okazji pogratulować, co czynię tutaj :*
    Jesteś na pewno wspaniałą mamą i żoną. A mężu mądrze prawi !

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż nabieram ochoty na małą Marysię... pięknie odpowiadasz o macierzynstwie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehhhhh troszkę Ci zazdroszczę:) Może i ja się w końcu zdecyduję na drugie dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ślicznie wyglądasz! Jej, cudownie być w ciąży, prawda ? Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. zazdroszcze! cudownie piszesz,ja rowniez kochalam byc w ciazy, cudowny stan...

    OdpowiedzUsuń
  7. czekam na czas, kiedy przestaniesz być wyczerpana :) bardzo czekam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już wychodzę z siebie, bo przestałam się mieścić w cokolwiek ;)
    Mój brzuszek rośnie niesamowicie, a kończę dopiero 17 tydzień...
    Czekam z utęsknieniem na Twój post z modą ciążową!

    OdpowiedzUsuń
  9. :D Też w drugiej ciąży mniej czasu poświęcałam zmianom, czytaniu co i jak w danym tygodniu się rozwija, ale za to byłam spokojniejsza i pewniejsza siebie, wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać i bardziej świadomie czekałam. Fantastycznie, że się cieszysz ze swojego stanu i wszystko tak się układa. OK, no może poza tym wyczerpaniem, ale przynajmniej masz przypomnienie, że czas poleżeć, przystopować i myślisz o Maleństwie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie ślad. Śmiało, komentuj!