Rany, rany, jestem taka szczęśliwa! Uśmiecham się szeroko, mocno, pełną gębą, całym ciałem i sercem! Jednocześnie jest mi wstyd, bo ukrywałam przed sobą strach - strach, że nie ucieszę się z chłopca... O rany, dlaczego!?
Spodziewałam się truskaweczkowego ogonka, choć dzięki obstawieniom rodziny, przyjaciół i znajomych powoli zaczęłam wierzyć w szypułkę i... no po prostu chcieć dziewczynki. Czy można chcieć dziecko określonej płci? Sama nie wiem, ale rzeczywiście, naprawdę jadąc na badanie liczyłam na córcię.
Lekarz (i my również) miał 100% pewność, że Truskaweczka jest dziewczynką.
Wszystkie pomiary wyszły prawidłowo, serduszko puka jak nakręcone, nereczki idealne, wątróbeczka jest, stópeńki nam dziewuszka nasza pokazała (och, będę chrupać i chrupać!). Wszystko, absolutnie wszystko jest dobrze (łącznie z moimi idealnymi wynikami morfologii), więc dlatego też pozwalam sobie na taką radość z płci dziecka.
Niby nie zakładałam takiej możliwości, ale jeszcze będą mamą tylko jednego dziecka, skusiłam się z nadzieją na ten bodziak. I jeszcze kurteczkę. I apaszkę. I kilka sweterków... <3
Antuan będzie miał siostrę! <3
Podczas badania, kiedy lekarz opowiadał co widzi na ekranie, Ąte jakby od niechcenia mruczał:
- Okeej.
A potem już tylko:
- Paaa, paa.
Głaszczę się po brzuszku i wiem teraz, że w środku rośnie mała dziewczynka. Może moja kopia, taka mała Mariolka Maryś? A może będzie zupełnie kubek w kubek jak Anteczek? Będzie spokojna czy łobuzowata? Chuścioch czy amator wózka? Leniuszek czy harpagan? Nie istotne - to będzie moja, nasza córcia, córeńka. Siostra Anteczka.
Antek i Polka - prawda, że pięknie?
<3 <3 <3

